żegnaj, Ero

jakoś ciężko mi się zobaczyć w "elitarnym gronie" (equals, zapewne, nerds) wolontariuszy pod bezpośrednią opieką Królowej Wolontariatu, trzeci dzień na kacu. jako że zaczynamy w Centrum wolontarzenie już 2 dni przed rozpoczęciem festiwalu, niechybnie wyjebią mnie w dzień po rozpoczęciu za ciąg alkoholowy.
a miało być tak pięknie. tak spokojnie. miała być telewizja festiwalowa, która tylko raz się ucieszyła, że chcę z nimi pracować. mieli być goście, z którymi jest zero roboty. miał być Hellios i sale, w których można spędzać długie dnie, bo nikt nie przychodzi (i dzięki Bogu, bo masz przecież kaca od tygodnia!). gdzie jesteś, Wojtku, Szefuńcio Idealny? kto teraz będzie pił z Willem Smithem na zapleczu sali nr 6? kto ukoi mój ból, kiedy trzeba będzie siedzieć za biurkiem i odbierać telefony, albo robić rzecz, na myśl o której drżę ze strachu - puszczać hermetyczne żarty?
no ale bądź tu twardzielem i wzgardź propozycją zakwalifikowania się do elitki. 

nie trzeba było rok temu na Oficjalnym Pożegnaniu Wolontariuszy wychodzić na scenę (w stanie wskazującym na uczestwnictwo w Nieoficjalnym Pożegnaniu Wolontariuszy Heliosa i, co gorsza, Supertajnym Pożegnaniu Obsługi Sali Helios 6 imienia Willa Smitha) i wygłaszać płomienne, zionące alkoholem wszelakiego rodzaju, podziękowania dla całego świata - od fellow wolontariuszy, przez kierowników sal, Kierownika Kierowników, aż po samego Romana Gutka i Willa Smitha. widać wyczuli, że jestem fajna. albo że dużo piję i że trzeba się mnie jakoś pozbyć.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 
Designed by Lena