Po drugie, rzuciłam palenie. Zastąpiłam je rowerem i besiadą, ale coś współbiesiadnicy się wykruszają i po raz kolejny czuję się niezaspokojona.
Po trzecie, kończy mi się krakowska laba, ale nie zmienia to faktu, że teraz planuję labę warszawską lub przedłużenie krakowskiej. Polubiłam labę i może znajdę sobie jakąś pracę dorywczą, żeby znaleźć nowych kompanów do biesiadowania?
Po czwarte, gdyby nie miłość mojego brata do wódeczki (u nas to rodzinne), byłby ponad tydzień, że nie piję. A to STRASZLIWIE dużo.
Po piąte wreszcie, na razie logout, bo trzeba pouczyć się do środowego kolokwium z Chińczyków.

0 komentarze:
Prześlij komentarz